Podobno tylko 8% ludzi realizuje i pamięta swoje postanowienia noworoczne. Nowy Rok traktujemy jako nowe otwarcie, mnóstwo planów i chęci zmiany na lepsze. To właśnie w tym okresie przeżywają oblężenie fitness kluby i inne obiekty sportowe. Wszyscy wykupują karnety. To samo jest z nawykami żywieniowymi: od jutra przestanę jeść słodycze i słone przekąski, nie będę pić piwa, nie będę palić – zacznę jeść zdrowo. Ale co to tak naprawdę oznacza? Dla każdego zupełnie coś innego. 

A przecież 1-go stycznia nie obudziliśmy się jako inni ludzie czy w innej rzeczywistości (no może niektórzy). To, że chcemy coś zmienić w naszym życiu to bardzo dobrze, każdy moment na zmiany nawyków jest dobry – a początek roku może i najlepszy, bo na wakacje będzie figura i kondycja jak znalazł. 

Pamiętajcie jednak, aby te zmiany wprowadzać pomału, małymi krokami. Nie na zasadzie rewolucji, tylko ewolucji. Większość postanowień noworocznych „nie wychodzi”, bo nie wiemy, jak się do tego zabrać, choć chcemy zmienić swoje życie.  Zbyt szybko wracamy do starych nawyków, ponieważ rewolucja nas męczy. Nie mamy czasu biegać na siłownię 5 razy w tygodniu, w pracy co chwilę ktoś kusi czymś słodkim, usprawiedliwiamy się, że od jednego ciasta jeszcze nikomu nic się nie stało…

I tak budujemy w sobie poczucie beznadziejności, że znowu mi nie wyszło, rzucamy się na diety cud (bo przecież trzeba schudnąć) i odkładamy nasze postanowienia na kolejny rok….

Można te postanowienia zrealizować, małymi krokami. Zastanowić się, co chcę zmienić i dlaczego? Co mi to da? Czy jest ktoś kto może mi pomóc? Po czym poznam, że osiągnęłam/ąłem to co chciałam/łem.

Wystarczy, że nasze postanowienia zamienimy na małe zadania, małe kroczki i odpowiemy sobie na pytanie po co chcemy to zrobić. 

Przygotowałam dla Was małą podpowiedź, kilka pytań, które mogą wesprzeć wdrożenie Waszych postanowień noworocznych w życie.

Kto je jeszcze pamięta? Może macie inne postanowienia lub chcecie je zmienić? 

Zapraszam do ściągnięcia „małej podpowiedzi” – to działa.

Trzymam kciuki!